Pożar na ulicy Boleść

— Co to za pożar — machnął rękę strażak w okularach — dużo huku, mało ognia!
— Jak to, przecież tyle dymu i ofiary…
— Pan sam jesteś ofiarą — powiedział strażak.
— Co?
— Ofiarą paniki, niezdrowej ciekawości i plotki. Idź pan do łóżka i śpij!
— Coś pan taki sufragan!
— Ja?! Sufragan??? — oburzał się strażak. — Pan obraża funkcjonariusza na służbie. I zakłóca ciszę nocną!
— Pan mnie nie będzie pouczał, co ja mam robić w nocy. Jak przyjdzie mi ochota popatrzeć na ogień, to ja popatrzę!
— Pewnie! — poparł obrońcę swobód mężczyzna z przewiązaną szczęką.
— Trzeba zrozumieć ludzi! Ludzie szukają silnych wrażeń.
— To niech idą do kina, a nie przeszkadzają w pracy — strażak zakręcił hydrant uliczny.
— Kino u nas nieczynne — jęknął emeryt w koszuli nocnej.
— Remont?
— Ogólna dezynsekcja i dezynfekcja, oraz wymiana kierownika i krzeseł.
— To powinniście patrzyć w telewizory. — Strażak spojrzał surowo na gapiów. — Patrzyć w telewizory, a nie pętać się tutaj! Pożar to nasza sprawa, my jesteśmy od pożaru!
— Pan nie ma prawa przywłaszczać sobie pożaru tylko z tego powodu, że pan jesteś strażak — zaprotestował mężczyzna z przewiązaną szczęką. — Pożar jest naszą wspólną własnością!
— Nikt nie ma prawa przywłaszczać sobie pożaru! — zakrzyknęli chórem emeryci, pokątni handlarze, półślepi krawcy, garbaty szewc oraz inni, mniej czcigodni mieszkańcy ulicy Boleść, łącznie z niebieskimi ptaszkami i dziwnymi typami czającymi się w bramach.

(fragment pochodzi z książki „Adelo, zrozum mnie!”)

Reklamy

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: